28 lipca 2020

Randki - tlen dla związku

Randki - tlen dla związku

Nic, co piękne i trwałe nie dzieje się samo. Miłość, jeśli ma trwać i dojrzewać, pielęgnuje się dokładnie tak samo jak dom, jeśli ten ma być przestrzenią komfortową, czy samochód, jeśli ma długo i dobrze nam służyć. Pomyśl tylko ile czasu poświęcasz na to, by w pokojach był porządek, by panowała przytulna atmosfera? Tu jeszcze trzeba postawić kwiatek w odpowiedniej doniczce, wymalować ściany, powiesić obraz, umyć podłogę i okna, wyprać firanki, wytrzeć kurze, itp. 

Każdy (na ogół) mężczyzna wie doskonale ile wysiłku kosztuje serwisowanie samochodu, by można było użytkować go w sposób bezpieczny dla rodziny. Tankowanie, pielęgnacja karoserii, wymiana opon, coroczne serwisowanie, pamiętanie o ubezpieczeniu, naprawy, itd. Zauważ też jak często trzeba owe czynności powtarzać, by wszystko dobrze funkcjonowało.


To, co obdarzasz swoją uwagą ROŚNIE, staje się piękniejsze, sprawniejsze. 


A my tak często zastanawiamy się, dlaczego nasz związek nie kwitnie, co jest nie tak, że coraz mniej mamy ochoty na czas spędzony tylko we dwoje?


Jesteśmy z mężem razem od 15 lat, a od 13-tu w małżeństwie. W naszym domu buszuje dwójka wczesnych nastolatków.

Nie zapomnę, gdy w pierwszych dniach naszego związku obiecaliśmy sobie, że nigdy nie zrezygnujemy z randek. Do dziś zastanawiam się skąd mieliśmy wtedy tę mądrość? Pamiętam nasze rozmowy, że życie może nam się różnie potoczyć, a gdy będą dzieci i kolejne wyzwania, to wychodzenie na randkę nie będzie już tak proste i oczywiste. Domyślaliśmy się, że nasz związek będzie też przeżywał wzloty i upadki. Co wtedy zrobimy? Skąd czerpać chęć do wspólnych wyjść we dwoje? Jak znajdziemy na to czas?


Postanowiliśmy wówczas, że, aby przeciwdziałać zmiennościom losu i naszym ewentualnym niechęciom, będziemy randkować co najmniej raz w miesiącu. By ów czas nie rozmydlił się i nie umknął nam, już wtedy ustaliliśmy, że połowa każdego miesiąca będzie dla nas zobowiązująca do rozważenia, czy na pewno mamy ustaloną datę randki.


Tamta rozmowa okazała się jedną z tych najwięcej wnoszących w jakość naszej relacji. 


Kto mógł wówczas przypuszczać, że bardzo szybko po ślubie zajdziemy w ciążę? Żadne z nas nie miało wtedy też pojęcia, że syn okaże się dzieckiem z wieloraką niepełnosprawnością. Na początku naszego związku, gdy rozmawialiśmy o randkach, nie przewidzieliśmy również licznych wizyt lekarskich i szpitalnych z dzieckiem, jak też faktu, że zdecydujemy się dość szybko na drugie dziecko. Decyzja ta zaowocowała równie trudną ciążą, co pierwsza. 


Możesz się tylko domyślić, drogi Czytelniku/Czytelniczko, że bywało, iż randka była ostatnią rzeczą, na którą mieliśmy siłę i ochotę.


Jednak trzymaliśmy się naszej decyzji niezłomnie. 


Dziś mamy na koncie naszego związku blisko 200 randek. Bywało bowiem, że wychodziliśmy dwa, trzy razy w miesiącu. Nigdy jednak nie dopuściliśmy do tego, by choćby raz nie spędzić, przynajmniej godziny (czasem tylko tyle czasu udało nam się wygospodarować) na to, by pobyć sam na sam.


Co sprawiło i sprawia, że nam się chce walczyć o ów czas?

Co nas motywuje do wytrwałości w postanowieniu sprzed lat?

Jak pokonywaliśmy wrogów randkowania? 


Otóż już wypowiedziane słowo „randka” budzi same dobre skojarzenia, wiąże się jeszcze z czasami narzeczeństwa. Niesie ono ze sobą ładunek większej beztroski, chwil, gdy para może być skoncentrowana tylko na sobie.  

Gdy w codzienność związku wkracza coraz więcej obowiązków, rodzicielstwo i wiele innych wyzwań, łatwo stracić z oczu to,co najważniejsze. 


Moim zdaniem ogromnym zagrożeniem dla par jest monotematyczność rozmów. Często zdarza się, że jedynym poruszanym wątkiem stają się sprawy organizacyjne, wychowawcze, czy zawodowe. Zwłaszcza organizacja czasu dzieci, czy ich zajęć, bywa tak absorbująca, że sprawia, iż zapominamy, że jesteśmy nie tylko rodzicami. Od lat obserwuję fakt, że wiele małżeństw rozpada się, gdy dzieci dorastają, przestają być tak bardzo absorbujące. Wówczas para osób, które wcześniej rozmawiało prawie tylko o swych pociechach, nagle traci temat do ustaleń, wspólnych decyzji. A nie daj Boże, jeśli usiłuje przenieść swą naturalną strefę wpływu, jaką ma wobec nastolatka, na swoje już dorosłe dziecko, zwłaszcza będące w związku z drugą osobą. 


Na warsztatach dla par, czy pracując z nimi podczas sesji indywidualnych, lubię obrazować to na przykładzie trójkąta, u którego podstawy nie są małżonkowie, a dziecko. Kiedy opuszcza ono dom rodzinny, owa konstrukcja często się rozpada. Stąd moje nawoływanie do ustalania właściwych priorytetów. W moim przekonaniu najważniejsza jest relacja pomiędzy partnerami, a dopiero później relacja z dzieckiem. Oczywiście, jeśli zależy nam na trwałym związku. Czy dziecko na tym traci? Nigdy! Obserwacje psychologów i pedagogów ukazują nam, że najwięcej poczucia bezpieczeństwa dzieci czerpią patrząc na zdrową relację pomiędzy swoimi rodzicami. 


Na pewno randkowanie staje się wówczas czytelnym sygnałem dla dzieci, że rodzice pielęgnują swój związek, dbają o jego jakość. Myślę, że to piękna nauka na przyszłość dla dzieci. Zawsze, gdy wybieramy się na randkę, nasza córka uśmiecha się w poczuciu, że wszystko jest dobrze, mimo wcześniejszych rozlicznych burz i temperamentnych  dyskusji między rodzicami.  


Ważnym elementem, który sprawia, że nam się chce na nie wychodzić, jest RÓŻNORODNOŚĆ formy czasu spędzanego we dwoje! 


Bywało, że przez te lata nieraz nie mogliśmy pozwolić sobie na wystawne kolacje w restauracji. Wówczas braliśmy rower, kupowaliśmy kawę na wynos i cieszyliśmy się pięknem przyrody oraz ciszą wokół nas. Zimą uwielbiamy chodzić np.: na Termy Tarnowskie. Wówczas rzeczywiście spędzamy tam czas razem, a nie każde na innym basenie. Czasem bierzemy ze sobą po prostu badmintona i gramy rozmawiając na jakiś ciekawy dla nas temat. Miło wspominamy wypady kajakowe tylko we dwoje. Kawiarnia i jedzenie deseru z jednego pucharu. Możliwości jest cała masa. Przez te lata niewiele randek wyglądało podobnie.


Zauważyłam kiedyś, iż nadeszła taka chwila, że tylko mi zależało na organizacji tego wyjątkowego czasu. Wówczas mąż powiedział, że nie chodzi o same randki, ale o ich formę. Z doświadczenia widzę, że by podtrzymać wzajemną ochotę do wychodzenia na nie, warto podzielić się, że raz organizuje je kobieta, a raz mężczyzna. Czasem zachęcam do zrobienia czegoś, na co sama mam ochotę, a bywa, że robię ukłon w kierunku pasji męża. Podobnie mąż organizuje nasz wspólny czas w sposób jak najbardziej kreatywny, lub też w prostocie chwili. Bo najważniejsza w randce nie jest forma, ale uważność na drugą osobę. Pamiętam, że jedna z par, której towarzyszyłam zaplanowała sobie intymny wieczór w samochodzie, w środku lasu. 

O tak! Odrobina odświeżającego więź szaleństwa jest zawsze wskazana dla związku. Uwielbiamy też, od czasu do czasu, wyrwać się z mężem gdzieś na noc, dwie. Poczuć beztroskę i po prostu pobyć razem. Z nostalgią i uśmiechem wspominam spontaniczny wyjazd nad morze, na jedną noc, pod namiot. 


Uwaga! Istnieją bardzo podstępni wrogowie randkowania!

Oto Ci, których udało nam się zaobserwować i obezwładnić:

  • Rozmowa o dzieciach na randce. To zazwyczaj bywają stresujące tematy, albo znowu kwestie organizacyjne, które poruszamy każdego niemal dnia. A randka to przecież czas wyjątkowy. Zatem wówczas nie rozmawiamy o dzieciach, lub tylko o tych aspektach, które nas szczególnie cieszą w ich postawach. Ale, uwaga! Należy uważać, by ów temat nie zdominował czasu sam na sam, bez dzieci przecież. Czerpmy z tego! 

Zatem o  czym można w ogóle rozmawiać, jak nie o dzieciach, pyta mnie mnóstwo par?

Po 15-tu latach nadal jest sporo kwestii, o których nie mam pojęcia, a które miały miejsce w życiu mego męża.

Polecam rozmowę, np.: o najlepszym przyjacielu z czasów dzieciństwa/młodości, wakacjach, które druga strona wspomina z radością, o tym jakie mieliśmy zwierzęta, czym się pasjonowaliśmy, kim chcieliśmy być w przyszłości i dlaczego? Itd...


Zachęcam do rozmawiania w tym czasie o przyjemnych sprawach. O wspólnym snuciu planów na przyszłe wakacje, wspominaniu miłych chwil, wyzwań, które nas połączyły. Powspominajcie koniecznie moment, gdy się w sobie zakochaliście, gdy pierwszy raz druga osoba wydała się Wam intrygująca. Gdzie to było, kiedy, jak wówczas był/a ubrana? 

  • Podczas randki absolutnie nie poruszamy tematów trudnych, a zwłaszcza drażliwych.

Warto zatem zapytać o to, jak się obecnie czujemy, o czym marzymy, co chcemy osiągnąć. To są kwestie, które bardzo zbliżają i niwelują poczucie osamotnienia w związku. Mają one ogromny wpływ na zaspokojenie niezwykle ważnej potrzeby bycia ważnym i zauważonym przez drugą osobę.


Ileż to razy słyszy się, że związki rozpadają się, bo ktoś trzeci poświęcił mi czas, wysłuchał, zainteresował się. Randki i tematy, które na nich poruszamy mogą temu zaradzić.


Nie bez znaczenia jest też fakt, że zdarza nam się robić większe wyjścia randkowe. Wówczas ubieramy się elegancko, przygotowujemy TYLKO dla tej drugiej osoby. Czy to nie jest miłe doświadczenie i sygnał: zależy mi na Tobie, staram się...?

Już samo podjęcie trudu organizacji randki jest ujmujące dla drugiej strony i daje poczucie, że Wasz związek jest nadal dla niej/niego ważny.

 

Proszę zwrócić uwagę na kolejnego wroga randek! Mam tu na myśli zgubne przeświadczenie, że liczą się tylko spontaniczne wyjścia. Przecież wszystko, co ważne planujemy. My nasze randkowanie umieszczamy w kalendarzach tak samo, jak wizytę u lekarza, czy delegację. Zdarzają się nam też spontaniczne wyjścia, ale są one na ogół dodatkiem do tych comiesięcznych mini świąt miłości.

Z perspektywy czasu widzę, że wśród rozlicznych burz, które usiłowały zatopić statek naszego małżeństwa, randki stały się jak łyk zaczerpniętego powietrza, niczym tlen, bez którego już nie potrafimy żyć. Czas, który pomaga nam nabrać dystansu do zabijającej bliskość prozy życia. 


Zachęcam, spróbuj i Ty wnieść JAKOŚĆ do swego związku.

Życzę Ci powodzenia i odwagi w walce o Waszą miłość! 


Natalia Przybylska, 

www.pasjarozwoju.pl